Email
 
 


Cześć!


Jakby ktoś pytał, to Kamila z poprzedniej opowieści kupiła kanapę! Rozkładaną, wygodną (już wypróbowałam). Moje plecy są wdzięczne i szczęśliwe.


Za to ucierpiała przepona. Od śmiechu. Wyobraź sobie, że moja babcia zażyczyła sobie na urodziny filiżanki. Nieważne jakie, oby od każdego była inna. Moja rodzinka tak średnio umie w prezenty, więc nie konsultując się z nikim – kupiliśmy po tej filiżance.


Przy rozpakowywaniu upominków okazało się, że 6 na 9 było identycznych. Konsternacja na twarzach, nerwowe mruganie oczami, pot leje się po plecach. Nasza nestorka popatrzyła na nas i powiedziała:


– No szczerze mówiąc, myślałam, że bardziej rozgarnięci jesteście.


Cisza. Ktoś tam bąknął pod nosem jakieś nieśmiałe "przepraszam" i "kurczę, ale głupio wyszło". 


Jednak moja babcia ma łeb na karku. Chwyciła za telefon, wyszukała jakiś numer i dzwoni…


– Halo, Mareczku? Słuchaj, bo ja mam dobry biznes. Weszłam w posiadanie całego zestawu przepięknych, chyba zabytkowych, filiżanek. Nie wiem dokładnie ile jest wart, ale tobie oddam za sześć stówek. Przed chwilą wysłałam zdjęcie. Masz?


 Mareczek miał, bo usłyszeliśmy tylko ze słuchawki głośne: BIORĘ! JUŻ ROBIĘ PRZELEW!


 Babcia z tajemniczym uśmiechem odłożyła telefon, spojrzała na nas nieco życzliwiej i zapytała:


– No, kochani, to kto skoczy do sklepu po jakieś dobre winko? Mam do wydania całe sześć stówek!


 Taka sytuacja. Nie pytaj, bo sama nie wiem, kim jest Mareczek. Za to wiem, gdzie jest tyle filiżanek, że następnym razem nie będziemy mieć z rodzinką problemu. O kilku z nich przeczytasz TUTAJ.



Pozdrawiam ciepło

Sara z Moich Wnętrz

sara@mojewnetrza.pl

www.mojewnetrza.pl


 
 

Jeśli nie chcesz otrzymywać od nas wiadomości, kliknij tutaj